Jeszcze przed wysiedleniem pojawiło się w Nosarzewie Borowym i kolonii zaleskiej niemieckie wojsko. Rolnicy wykorzystali pojawienie się żołnierzy do podjęcia z nimi handlu. Niemcy nabywali chętnie masło i drób.  

Niemcy zaplanowali utworzenie dużego poligonu (około 300 km kwadratowych) na styku trzech powiatów: mławskiego, ciechanowskiego i przasnyskiego.

W tym celu wysiedlili kilkadziesiąt tysięcy ludności wiejskiej do Generalnej Guberni. Południowa granica poligonu przebiegała wzdłuż szosy Mława-Przasnysz. Na północy obszar ten opierał się o byłą granicę Prus Wschodnich. Poligon ciągnął się  wzdłuż obu brzegów rzeki Orzyc. Był największym poligonem Wehrmachtu. Na początku roku 1940 rozpoczęli usuwanie mieszkańców wsi Nosarzewo, Dębsk, Nieradowo, Marianowo oraz Pawłowo.
Wysiedlenie
W dokumentach sowieckiej 4. Armii Lotniczej można znaleźć ślady po Truppenübungsplatz Mielau czyli niemieckiego Poligonu Mława, położonego na terenach wcielonych do III Rzeszy. Zajmować miał ok. 60 tys. hektarów między Mławą a Przasnyszem. Od 1940 roku na poligonie wzniesiono również dwa miasteczka koszarowe: koło Nosarzewa Borowego i Mchowa.
Poniżej zdjęcie lotnicze i dokładny plan kompleksu koszarowego w Nosarzewie (zespół baraków nr1 cirka 53.09433, 20.53493). Obiekty zostały wysadzone przez wycofujących się Niemców, elementy rozszabrowane po wojnie przez powracającą z wysiedlenia ludność do odbudowy zniszczonych gospodarstw. Ślady po koszarach widać na ISOKu.
rra10Q2u_o
TG2IFUz9_o
Jesienią 1940 kolej przyszła na wsie: Kluszewo, Garlino, Zalesie, Żarnowo, Zawady, Wiksin, Rąbierz, Kołaki, Budy i Niemyje. Do budowy koszar, warsztatów naprawczych, podziemnych betonowych cystern, magazynów broni oraz dojazdowych betonowych dróg wykorzysty-wano jeńców wojennych – Polaków i Francuzów, a od lata 1941 jeńców radzieckich. Zjechały również specjalistyczne firmy niemieckie np. Franke Werke AG z Bremy. Pamiętano też o wybudowaniu kina i stadionu sportowego. Powstało wręcz miasto. Miejscowi nazwali je Nowym Berlinem. Ośrodek Wehrmachtu z komendanturą oraz z obozem jenieckim i pracy przymusowej mieścił się w Nosarzewie Borowym, Krzywonosi i Zalesiu.
Komendantem poligonu był Walter Sauvant. Urodził się w roku 1890 na Mazurach we wsi Kuty w powiecie węgorzewskim. Wywodził się z rodziny ziemiańskiej. Jego przodkowie przez kilka stuleci mieszkali w Szwajcarii. W owym czasie niejednokrotnie nosili imiona Abraham i Dawid. Młody Walter zapisał się po maturze do szkoły wojskowej, którą ukończył w roku 1910 w stopniu podporucznika. W I wojnie światowej walczył jako dowódca kompanii w pułku piechoty. Po niecałych dwóch miesiącach wojaczki dostaje się do niewoli i przebywa w niej do końca działań wojennych. Zaskakujące jest to, że otrzymał dwa żelazne krzyże (pierwszej i drugiej klasy) oraz odznakę rannego żołnierza. Dalej służy zawodowo i w roku 1919 awansuje na porucznika, a trzy lata później na kapitana. W tym czasie przebywa w Królewcu.
W 1934 roku, już jako major, zostaje adiutantem komendanta poligonu w Orzyszu (po niemiecku Arys). W stopniu pułkownika obejmuje w listopadzie 1938 roku stanowisko komendanta tego poligonu, który istnieje już od roku 1891. 1 stycznia 1940 otrzymuje zadanie zorganizowania poligonu wojskowego pod Mławą, którego też zostaje komendantem. Po dwóch latach jest już generałem brygady (generałem-majorem). Tym wielkim terenem ćwiczeń wojskowych kieruje aż do połowy stycznia 1945. Potem wypełnia jakąś misję specjalną i w kwietniu dostaje się do niewoli, z której zostaje zwolniony 21 kwietnia 1947. Mieszka w Niemczech Zachodnich i umiera w roku 1963.
Niektórzy mieszkańcy Dzierzgowa wysiedleni do Krzywonosi 11.11.1940 zostali skierowani przez Niemców do przymusowych robót na poligonie: dorośli do prac budowlanych, dwunastoletni chłopiec do szklarni jako pomoc ogrodnika, a dziewczyna do pracy w kuchni w dworku, zwanym wtedy przez Niemców „Offizierhaus”. Budynek stał w parku, a niedaleko znajdowała się grobla. Obok domu oficerskiego i baraków stały solidne domki zbudowane z bali, w których mieszkały rodziny niemieckich cywilów nadzorujących prace polskich robotników przymusowych. Tuż obok był obóz jeńców francuskich i rosyjskich. Ta dziewczyna pamięta dobrze okres przebywania na poligonie oddziałów Kozaków dońskich, ich popisy na koniach, a także atamana Kozaków, generała Krasnowa, zamieszkałego z żoną w dworku, któremu trzeba było donosić posiłki z kuchni. Ataman, szczupły pan po 70-tce, spacerował po parku z laseczką.
ataman generał
Przebywał w Krzywonosi kilka miesięcy. Jego żona narzekała po przyjeździe, że w czasie podróży, w wyniku nalotu, zaginął jej bagaż.  W tym samym domu przebywał także niemiecki major Lawrent z Wrocławia. Obok tego budynku stało dużo baraków. W jednym z nich urządzone było stanowisko łączności wojskowej. Wszystkie posterunki wartownicze obsadzone były przez Kozaków. Uzbrojeni byli w szaszki (szable różniące się tym od klasycznych, że umożliwiają natychmiastowe cięcie z góry od razu po wyciągnięciu z pochwy). Potrafili błyskawicznie wyciągnąć je z jednoczesnym zagrodzeniem drogi. Lubili często dawać dowód swej wojskowej sprawności.
Kasyno
Powyżej widzimy dawny dworek w parku w Krzywonosi po wielu przeróbkach. Stan sprzed kilku lat. Zdjęcie wykonane jest od podwórka, zaznaczone są okna kuchni i stołówki na parterze po prawej stronie; po przeciwnej mieszkał ataman Krasnow. Park i grobla, w czasie robienia zdjęcia, były już w szczątkowym stanie.
Informacje zawarte w całym powyższym akapicie wraz ze zdjęciami zawdzięczam p. Henrykowi Paczyńskiemu, który oparł się na wspomnieniach swej matki.
Uwielbiany przez Kozaków ataman Krasnow przybył do Krzywonosi 17 września 1943 w celu złagodzenia buntowniczych nastrojów żołnierzy, którzy koniecznie chcieli być wysłani na front wschodni. Atamanowi udało się przekonać Kozaków, że z bolszewikami można walczyć w różnych częściach Europy. Krasnowa witał honorowy szpaler z obnażonymi szablami i tłum 15 tysięcy Kozaków wraz z rodzinami. Po przegranej Hitlera Kozacy zostali wydani przez Anglików Rosjanom.
Ataman Piotr Krasnow zgładzony został w Moskwie w roku 1947. W 1998 r. wystawiono mu na dziedzińcu cerkwi pw. Wszystkich Świętych pomnik. W 2006 roku w stanicy Jelanskaja w regionie rostowskim został postawiony kompleks pamiątkowy ku czci Kozaków  dońskich, poległych w walkach z bolszewikami. Pośrodku stanął brązowy pomnik atamana P.N.Krasnowa.
Ataman Krasnow
Werner H. Krause napisał książkę „Kosaken und Wehrmacht”,  przy pisaniu której pomagał mu Ernst Walter von Mossner, dowódca „szwadronu jazdy na siwkach” 6. pułku jazdy Kozaków tereckich (od nazwy rzeki na Przedkaukaziu – Terek). Mossner został odkomenderowany z południowej Francji pod Mławę, aby współtworzyć 1. Kozacką Dywizję Kawalerii. Musiał nauczyć się rozróżniać oddziały kozackie po ich lampasach i naszywkach na rękawach. Kozacy preferowali papachy lub kubanki zamiast niemieckiej czapki polowej w kolorze feldgrau. Papacha to wysoka zwężająca się ku górze czarna lub biała czapka futrzana, szczególnie chętnie używana przez Kozaków dońskich i syberyjskich. W armii carskiej noszona od 1817 roku. Kozacy kubańscy oraz Kozacy znad Tereku nosili kubanki: niższe, równo przycięte, smoliście czarne czapki, u góry nieco poszerzone. Jasnoczerwone denko czapki wskazywało na Kozaków kubańskich, zaś błękitne na Kozaków tereckich. Niemcy podziwiali u Kozaków gęste brwi, podkręcone wąsy, dumę w oczach i postawie oraz wręcz kaskaderską woltyżerkę. Punktem kulminacyjnym popisów była dżigitówka – ryzykowna piramida: składała się z trzech koni i sześciu jeźdźców, konie stykały się bokami i stały bez ruchu. Szósty Kozak wdrapywał się na konie i plecy kolegów, aby na wierzchołku piramidy błysnąć efektownie szablą.
Po klęsce pod Stalingradem do wycofujących się oddziałów niemieckich przyłączyły się dziesiątki tysięcy Kozaków, Kałmuków i Czerkiesów wraz z rodzinami. Z Kozaków tych uformowały się na jesieni 1943 roku na poligonie pod Mławą pierwsze pułki ochotnicze. Z nich to powstał w przyszłości XV Kozacki Korpus Kawalerii pod dowództwem generała porucznika Helmutha von Pannwitza. Szkolenie Kozaków zabierało 3 – 4 miesiące. Odbywało się strzelanie, rzut granatem i nauka posługiwania się najróżniejszą bronią. W czasie wolnym demonstrowali swe sztuczki jeździeckie. Z końmi porozumiewali się gwizdnięciem lub krótkim okrzykiem – to wystarczyło, żeby koń posłusznie położył się na ziemię lub podążał za Kozakiem. Chętnie tańczyli, śpiewali i pili wódkę. Pomiędzy kwietniem i majem 1943 von Pannwitz zameldował sformowanie trzech pierwszych pułków:
1. pułk jazdy Kozaków dońskich (dowódca ppłk hrabia zu Dohna-Schlobitten)
4. pułk jazdy Kozaków kubańskich (dowódca ppłk baron Paul von Wolff),
6. pułk jazdy Kozaków tereckich (dowódca major Heinrich Detloff von Kalben).
Ponadto były jeszcze dwie brygady: 1. Brygada dońska (dowódca ppłk baron Hans von Wolff) i 2. Brygada kaukaska (ppłk von Bosse).
W sierpniu 1943 dywizja liczyła już około 10 000 ludzi. Był też pułk zapasowy w całości złożony z młodzieży kozackiej w wieku 14-18 lat. Wśród tych 1500 młodych Kozaków wielu było sierotami. Pułkiem dowodził major Stabenow.
Latem 1943 ppłk Kononow zameldował gotowość do walki 5. pułku Kozaków dońskich. W międzyczasie powstał 2. pułk jazdy Kozaków syberyjskich pod dowództwem majora barona von Nolcken. Dowodzenie 3. pułkiem jazdy Kozaków kubańskich powierzono podpułkownikowi Jungschulzowi von Roebern. Później stworzono dwa konne oddziały artylerii kozackiej, kozacki batalion saperów, kozacki oddział łączności, dywizyjny oddział zaopatrzenia z dwiema kolumnami zmotoryzowanymi i trzema konnymi oraz oddział sanitarny dywizji. Każdy pułk jazdy składał się z 2 oddziałów, a każdy oddział z 3 szwadronów jazdy i jednego szwadronu ciężkiego. Oprócz tego w skład pułku wchodził dodatkowo szwadron ciężki. Szwadron jazdy składał się z 3 plutonów, w których były 3 drużyny po 16 jeźdźców oraz drużyna lekkich moździerzy z 2 granatnikami kalibru 5 cm. Oddział jazdy dysponował karabinem maszynowym. Pułk jazdy liczył około 1850 Kozaków, do tego dochodziło 150 osób niemieckiej kadry dowódczej. Każdy pułk dysponował 54 sztukami lekkiej broni maszynowej, 8 sztukami ciężkich karabinów maszynowych, 12 lekkimi granatnikami i 14 granatnikami o kalibrze 8 cm oraz dwiema armatami przeciwpancernymi. Kozacy byli uzbrojeni w karabinki Mauser 98  o pojemności magazynka 5 naboi. Dowódcy mieli pistolety maszynowe. Oficerowie i podoficerowie nosili także pistolety. Ulubiona przez Kozaków szabla została oficjalnie  wycofana z uzbrojenia w drugiej połowie roku 1944, ale w praktyce była jeszcze długo w użyciu.
Członków rodzin kozackich zakwaterowano początkowo w obozie w Mochowie. Potem przewieziono ich do północnych Włoch jako przeciwwagę dla komunistycznego ruchu partyzanckiego.
25 września 1943 przyszedł rozkaz wymarszu z poligonu 1. Dywizji Kozackiej, dla której w związku z tym zarezerwowano 60 pociągów towarowych. Dywizję skierowano do Jugosławii, na obszar położony między Dunajem i Sawą, gdzie miała się zmierzyć z partyzantami Tito. Jako pierwszy wyjechał 1. pułk jazdy Kozaków dońskich. Na poligonie formowano potem bataliony kozackie 622 i 623 należące do 708. Dywizji Piechoty. Kozacki pułk rezerwowy pozostał na poligonie do wiosny 1944, kiedy to przetransportowano go do Francji.
Cysterny mają podłużny kształt i wystają ponad powierzchnię terenu. Na obu końcach mają od góry po dwa włazy. W środkowej części zainstalowano otwór wentylacyjny. Obecnie cysterny służą jako magazyny do przechowywania przeterminowanych środków ochrony roślin, a włazy są zamknięte. Pod Krzywonosią wytworzył się na głębokości 160 metrów naturalny zbiornik wód podziemnych. (Ale to jest uwaga dotycząca zupełnie innej epoki). Centrum poligonu nazwała okoliczna ludność Barakami, ponieważ one przede wszystkim rzucały się w oczy jako charakterystyczny motyw zabudowań. Były to budynki o podwójnych ścianach z desek. Obok stały garaże z betonowymi podłogami, a w nich zagłębienia ze schodkami (też betonowymi), czyli kanały służące do naprawy podwozia pojazdu.
Przed zaczęciem budowy szosy, czy też budynków zbierano wierzchnią urodzajną warstwę ziemi i składowano ją oddzielnie na dużych pryzmach zapewne do wykorzystania w innym miejscu. Do dziś można taką pryzmę jeszcze na Barakach oglądać. Produkcja betonu wymagała dużych ilości żwiru. Pod Krzywonosią powstała wielka żwirownia. Po wojnie posłużyła za wysypisko. Ostatecznie została zasypana ziemią w latach 1990-tych. Obecnie rośnie tam las. Las pochłonął także dawny niemiecki stadion, na którym jeszcze w latach 1950-tych organizowano dla młodzieży zawody w biegach długich.
Na poligonie służyli także Własowcy (pułk doński, kubański, kaukaski i uralski). Wojsko to wizytował sam generał Własow podczas przysięgi przed wysłaniem Kozaków na front. Kierowano ich do Jugosławii, Belgii, Francji i Norwegii.
Poligon służył również do formowania na nowo rozbitych na froncie pułków i dywizji. Eksperymentowano z nową bronią – czołgami, karabinami maszynowymi i bronią przeciwpancerną. Naprawiano popsute czołgi.
Własowcy robili sobie przejażdżki na czołgach do wsi Grzybowo. Tam handlowali z Polakami. Za wódkę i jedzenie dawali sweterki i bluzeczki. Partyzantom udawało się czasem kupić od nich broń. Znane jest nazwisko adiutanta komendanta obozu jenieckiego. Był to Liegemann z Hamburga. Innym przykładem wykonania wyroku śmierci na konfidencie przez podziemie jest zastrzelenie Ludwika Wiśniewskiego z Wiksina.
Przewodnik „Mazowsze Ciechanowskie i Mławskie”
Janusza Żmudzińskiego wspominając o poligonie zamieścił następujące zdanie: „Tu podobno przeprowadzano próby ze zdalnie sterowanymi pociskami pod nazwą SCHMETTERLING (Motyl).”
Pocisk sterowany motyl
Jako dziecko uwielbiałem wyprawy na Baraki. Okazji było dużo: a to do stryjka Ignaca, a to na grzyby, a to do Balcerowskich, żeby posłuchać radia na słuchawki (i na kryształki oczywiście). Robiły na mnie wrażenie stosy zardzewiałych puszek po konserwach, duże białe kości zwierzęce z okrągłymi otworami jakby po pociskach karabinowych, duże ilości kawałków skóry obok największej zachowanej konstrukcji szkieletowej.
Najbardziej tajemnicze jednak były podziemne betonowe cysterny. Wejście do nich po nietypowych żelaznych szczeblach zagłębionych w betonowej ścianie już wywoływało emocje. A przejście do drugiego wyjścia w półmroku było jak chrzest bojowy. To było odczucie dziecka, bo starsza młodzież wymagała odpowiednio mocniejszych bodźców – rozpalała na dnie cysterny ognisko, przynosiła pociski artyleryjskie i wkładała je do ognia. Potem następował sprint do wyjścia. Niekiedy oczekiwanie na wybuch przedłużało się, ale brakowało śmiałków, którzy weszliby do środka, aby troszeczkę poprawić ułożenie pocisków w ognisku.
Nikt nie potrafił sensownie wyjaśnić, do czego służyło to coś, co przedstawia poniższe zdjęcie. Ale prawie zawsze słyszało się, ze to było związane z reperowaniem czołgów.
Ceglana ruina
Widziałem wiele jaszczurek wygrzewających się na betonowych podłogach po byłych garażach. Ale już kilkadziesiąt lat temu musiały przeprowadzić się na betonowe szosy, ponieważ podłogi zostały młotami pocięte na tak zwane kawały, z których rolnicy stawiali sobie obory. Budowa obory czy szopy szła szybko, gdyż kawał zastępował wielokrotność cegieł i dzięki swej wadze był bardzo stabilny. Jeden kawał kosztował dwa złote. Robotnik tnący kawały otrzymywał 1 zł za sztukę. Spacerując po Barakach musiałem uważać na resztki latryn wojskowych. które zachowały się tylko na poziomie fundamentów i były wypełnione wodą. Tę wodę wykorzystywali niektórzy do podlewania truskawek na działkach. Można też było wpaść do rowu, który pozostawał po wykopanym z ziemi kablu energetycznym. Poza kablem uzyskiwało się jeszcze dodatkowo cegły, które Niemcy układali bezpośrednio na przewodzie w ziemi. Z zainteresowaniem patrzyłem na wgłębienia w ziemi w skarpach służące czołgom do maskowania swej pozycji w obronie lub maskowania się przed zwiadem lotniczym.
Wszystkie walające się przewody elektryczne zniknęły, ponieważ okazały się niezastąpione do wykonywania klatek dla królików i gołębi. Z aluminiowego drutu chłopcy pletli duże prostokątne podbieraki do łowienia ryb w torfowiskach. Te podbieraki były obsługiwane przez dwie osoby naraz. Można było znaleźć niewielkie bakelitowe, zamykane na wieczko pudełeczka z silnie oddziałującą na nos substancją. Podobno był to silny środek piorący albo dezynfekujący. Za moich czasów już nie było, na szczęście, rozrzuconych w terenie zapalników, które początkowo brano za pióra wieczne; przy próbie otwarcia takiego „pióra” traciło się palce ręki. O innych niebezpiecznych znaleziskach będzie mowa w rozdziale o czasach powojennych.
Poniżej przedstawiam resume dyskusji internautów na temat rzeczonego poligonu oraz ciekawe informacje związane z tym poligonem zebrane przez profesora Ryszarda Juszkiewicza.
Internauci-o-poligonie1
Internauci-o-poligonie-2
W roku 2011 ukazała się książka „Wspomnienia znaczone łzami”. Zbigniew Ptasiewicz przedstawił w pierwszej części książki niemiecką politykę kolonizacyjną, a w drugiej zamieścił relacje osób wysiedlonych z obszaru rejencji ciechanowskiej. Z tego opracowania zaczerpnąłem informacje, które dodatkowo naświetlają dwie sprawy związane z Zalesiem: niemiecki poligon wojskowy oraz obóz przejściowy w Działdowie.
Poligon miał obszar 597 kilometrów kwadratowych, czyli 59 750 ha. Na tym terenie zbudowano dwa prowizoryczne miasteczka wojskowe. Jedno powstało w Mchowie niedaleko Przasnysza, a drugie znacznie większe w rejonie Nosarzewa i to ostatnie nazywane było nowym Berlinem. Wybudowano tu ponad 300 baraków (w Mchowie około 100). Obydwa obozy wojskowe mogły zakwaterować około 50 000 żołnierzy. Stacjonowały tu przejściowo jednostki SS Galizien, SS Normandie, jednostki Wehrmachtu, jednostki Afrika Korps i generała Własowa. Komendant poligonu, w randze generała, mieszkał w Mławie i dojeżdżał samochodem. Nadzór nad pracami budowlanymi sprawowały policja i jednostki armii niemieckiej. Budowano betonowe drogi, stacje paliw, warsztaty naprawcze dla ciężkich pojazdów, warsztaty kowalskie, stolarskie, strzelnice, rowy maskujące dla czołgów, zbiorniki na wodę, magazyny na amunicję, bunkry oraz baraki. Na placach budowy pracowało kilka tysięcy cywilnych robotników polskich, jeńców polskich, francuskich, radzieckich, włoskich, a także Żydów. Kilka tysięcy jeńców radzieckich zmarło tu. Jedli trawę i z głodu dopuszczali się aktów kanibalizmu. Wsie zostały zrównane z ziemią. Ostały się tylko nieliczne zabudowania na obrzeżach poligonu, w których na czas pracy mieszkali rzemieślnicy. W Garlinie nie rozebrano domów mieszkalnych, ponieważ były potrzebne na kwatery fachowców. Pracowali oni po 10 godzin dziennie. Czasami musieli chodzić do pracy 8 – 10 kilometrów. W związku z tym wstawali rano o godzinie 4. W czasie pracy pilnował ich strażnik niemiecki z karabinem. Swoją normę należało wykonać w każdych warunkach pogodowych. Zimą trzeba było budować drogi, kopać rowy i poszerzać rzeki. Na posiłek przewidziano pół godziny. Spożywano to, co przyniesiono z domu –  najczęściej kawałek suchego chleba z ziarna zmielonego w żarnach. Zmarłych chowano na cmentarzu w Szydłowie. Robotnik otrzymywał 2 marki za dzień pracy. Zatrudnieni w komendaturze dostawali kartki co miesiąc: 6 kg chleba, 20 dag mięsa, 50 dag kiełbasy, 25 dag masła, 25 dag sztucznego miodu. Dla ciężko pracujących były to racje głodowe. Trzeba było szukać żywności w nocy kilkanaście kilometrów dalej na północ od
rzeki Orzyc. Tam kupowano od rolników artykuły spożywcze. Były one jednak bardzo drogie. Jeśli Niemcy złapali kogoś w czasie takiej wyprawy, wysyłali go do obozu koncentracyjnego. Handlowano również z Kozakami – za 2 – 3 kg
chleba można było wytargować spodnie, koszulę lub koc. Dla wsi pracowniczych był sklepik w Dębsku, zaś drelichy robocze i obuwie drewniane (klumpy) kupowano na kartę przydziałową w Mławie. Ordynansi oficerów niemieckich przychodzili do wsi i zlecali odpłatne pranie bielizny. Dawali w tym celu ściśle odmierzone porcje mydła i proszku.
Obowiązywało zaciemnienie (zasłanianie okien ciemnym papierem i niepalenie świateł o zmroku lub podczas nalotów). W Kluszewie kwaterował major wojska niemieckiego – Bruno Hoffmann (?), który już w roku 1940 grabił gospodarstwa z cennych i potrzebnych mu rzeczy oraz materiałów. Drogi i bunkry w Krzywonosi budowała firma Niemca o nazwisku Lork/Lorek (?). Kasyno wojskowe w Nosarzewie urządzono w drewnianym domu zrabowanym w miejscowości Żaboklik.
Pozostałości hali montażowej na byłym poligonie. Niemcy ulokowali ją w lasku między Nosarzewem i Garlinem. Naprawiali tu czołgi typu Tygrys VI i Pantera V.
hala montażowa
Czołg
Strzelnica pod Dębskiem długości pół kilometra. Do jej budowy Niemcy wykorzystali jeńców wojennych.
Strzelnica
W Krzywonosi Niemcy wybudowali duże podziemne cysterny.
Podziemna cysterna
Specyficzna drabinka metalowa prowadząca w głąb cysterny.
Cysterna 2
Za uprzejmą zgodą Mariana Domozycha zamieszczam poniżej wiersz jego dziadka Władysława Sosińskiego z Dębska, który używając prostych, oszczędnych słów, przedstawił trafnie i w przejmujący sposób los Polaków zmuszanych w czasie okupacji do ciężkiej pracy na terenie niemieckiego poligonu wojskowego. W wierszu zachowane są formy wiejskiej gwary.
                   
 PRAWDA   DAWNA
My Polacy niewolnicy
robić musiem bez różnicy.
Pragniem wszyscy końca wojny,
bo z nas każdy niespokojny.
O czwartej wstawać musiemy,
bo do Garlina chodziemy.
Taki los mamy Polacy
mało chleba dużo pracy.
Kopiem rzekie na Garlinie,
w nogi źymno pot ci płynie.
Gdy do domu powracamy
prawie sztywne nogi mamy.
Kawałek chleba czarnego
szara kawa nie wiem z czego.
Taki obiad stale mamy
i w polu go pożywamy.
Bojem się wszyscy Skrockiego
bośmy pod zarządem jego.
Choć on cie wiele nie skrzyczy,
ale się z niem każdy liczy.
Polak serca kamiennego
przyzwyczaił się do tego.
Nawet że się nieźle czuje
wolnej chwili oczekuje.
Pan Bóg też zdrowiem kieruje
nawet nikt nie zachoruje.
Bo kto Boga kocha szczerze,
ja tak pisze bo w to wierze.
Źródło:  http://garlinozalesie.blogspot.com/, 
https://blogkazamata.wordpress.com/

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

Brak komentarzy