Kiedy co jakiś czas z szumu medialnego docierają do nas niepokojące informacje o tym, że kolejny zaufany polityk, czy szef jakiejś państwowej spółki okazał się jakimś pospolitym kapusiem, zastanawiamy się, czy w naszym kraju nie ma już doprawdy ludzi uczciwych, nie uwikłanych w tamte przed i po „magdalenkowe” czasy?

Po choćby pobieżnej analizie 45 lat trwania w komunizmie naszego kraju i poczynaniach resortowych już dzieci i wnuków, którzy poprzez wszelkiej maści przekazy medialne robią celowo sieczkę w głowach coraz to młodszym pokoleniom, należy stwierdzić, że faktycznie takie osoby, którym nie można zarzucić choćby minimalnego utaplania się w komunistycznym bagnie, trudno jest po prostu wskazać. No chyba, że będą to ci, którzy zostali wymordowani w komunistycznych katowniach, a potem pochowani często w nieznanych miejscach, bądź żyją schorowani na granicy ubóstwa.

Gdzie zatem szukać genezy takich postaw? Otóż, w roku 1985 naczelny Gazety Wyborczej wydał książkę „Takie czasy”, gdzie znalazło się znamienne stwierdzenie dotyczące zawieranego z komunistami kompromisu: ”Solidarność powinna odrzucić filozofię „wszystko, albo nic” (…). Dla komunistów może to być droga do odzyskania legitymacji, dla nas zaś droga do godziwego życia”. I tak to „demokratyczna opozycja” dała się wciągnąć w grę dla „godziwego życia”, jakie sobie w ten sposób zapewniła. Natomiast dla komunistów był to sygnał dla gwałtownego wzrostu agentury, która roztoczyła kontrolę nad każdą dziedziną życia w naszym kraju. Prawie dwudziestotysięczna armia tajnych współpracowników ulokowała się dosłownie wszędzie i to całkiem na intratnych posadach. Potworzyła różne spółki, przejęła kontrolę nad przedsiębiorstwami, zakładami, stowarzyszeniami, przeniknęła do całego życia politycznego , gospodarczego i społecznego. Oprócz kontroli, jej zadaniem była dezinformacja, podstęp, utworzenie własnej prasy i innych środków masowego przekazu, wpływanie na treści historyczne przekazywane w szkołach, indoktrynacja rodzin, organizacji itp. Najgorsze w tym było to, że tak dumnie brzmiące slogany typu: ”władza suwerena”, „pluralizm”, „wybory powszechne”, „poszanowanie praw obywatelskich” itd. okazały się tylko mitem demokracji i dowodem na to, że stały się one jedynie ograniczeniem dla środowisk patriotycznych w dążeniu do niepodległości.

Z pewnością głębsza analiza tego tematu wymaga szczegółowych raportów, analiz i debat, ale w związku z powyższym nasuwają się także pewne kwestie. A mianowicie:

  1. Po takim „przeoraniu” naszego społeczeństwa i osób z kręgów patriotycznych jakoś nie bardzo budzi moje zdziwienie zachowanie naczelnego „Gazety Wyborczej” i radocha jego środowiska, gdy po prawej stronie sceny politycznej „wyłowią” kogoś, kto figurował jako TW lub choćby minimalnie miał do czynienia ze służbami. Ta radocha bowiem usprawiedliwia najgorsze polityczne szumowiny. Oczywiście, usprawiedliwia w ich mniemaniu.
  2. Lata indoktrynacji na kartach podręczników do historii pokoleń Polaków doprowadziły do tego, że nie budzą zdziwienia wpisy na portalach społecznościowych typu :”najgorsze zło to PiS”, „nie chcemy żadnych socjalów, ale żądamy tego i tego”, „zabierają nam, a dają patologii”, „ograniczają demokrację” itp. Jeżeli natomiast przyjrzymy się bliżej autorom tych wpisów, to okazuje się , że są to albo dzieci, albo wnuki, bądź kuzyni komuchów, milicjantów, sekretarzy PZPR, UBeków – słowem, cała ferajna ujadaczy, których korzenie sięgają jeszcze dalej, niż michnikowskie zaprzedanie się komuchom, dla których wartości Bóg, Honor, Ojczyzna są obce, a wręcz wrogie. Stąd nazywanie choćby Żołnierzy Niezłomnych zdrajcami i bandytami, bo tak mieli od pokoleń przekazywane i teraz trudno im się pogodzić z tym, iż to byli bohaterowie, a zdrajcami byli ich kaci, nierzadko potomkowie owych ujadaczy. Ale, jeśli podręczniki do nauczania naszej historii nie będą na swych kartach te piękne postawy eksponować bardziej, a negować postawy zdrajców, będzie nas czekać bardzo długa droga naprawy i pokazywania prawdy.
  3. Jakże ważna, tym bardziej w obecnych czasach jest praca u podstaw, choćby z młodym pokoleniem , narażonym niestety, zwłaszcza w dużych, miejskich aglomeracjach na kłamstwa eksponowane przez pseudoautorytety, których celem jest przeciągnięcie młodych ludzi na stronę zła, serwującym im blichtr i przekonanie, że mają prawo do bezrefleksyjnych wyborów, bo są wolnymi ludźmi! PiS powinno podjąć działania w tym kierunku, wszelkimi możliwymi sposobami, aby przekonać do siebie młodych, wskazać im autorytety moralne i drogę właściwego rozwoju, gdzie dominować powinna duma z własnego kraju, narodu i dobrych wartości. Zbliżają się wybory do PE, gdzie powinna znaleźć się większość posłów o zdecydowanie prawicowych poglądach, co zatrzyma falę laicyzacji całej Europy, a Polska stałaby się wzorem do naśladowania. Dlatego tak ważne będą spotkania i to zmasowane nie tylko ze swoim elektoratem, ale przede wszystkim z młodymi, których należy bezwzględnie przekonać do swoich racji i programów za wszelką cenę, bo od tego będzie zależało dalsze funkcjonowanie naszej Ojczyzny.

                                                                                                                            Autor: Krystyna Zając

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

Brak komentarzy