W Warszawie najtańsze prostytutki, zwane chustkowymi, liczyły sobie złoty pięćdziesiąt, może dwa złote. Dziewczyny z Mławy były gotowe oddać się choćby za 50 groszy. Za tę cenę mogły sobie później kupić litr mleka albo trzy kurze jajka.

Mława – niewielka mieścina na Mazowszu, leżąca o rzut kamieniem od granicy z Prusami Wschodnimi. Spokojna, konserwatywna miejscowość. A przynajmniej tak lubili przedstawiać ją sami mławianie. Mit runął, gdy latem 1933 roku do miasta trafił pewien nauczyciel mający prowadzić tu kursy wakacyjne.

Mężczyzna nie rozumiał miejscowych obyczajów. I nie wiedział, że na pewne rzeczy należy przymykać oko. Już po kilku dniach zameldował się na posterunku policji, prowadząc siłą 12-letnią żebraczkę. Zażądał, by zaprotokołowano, że „dziecko to proponowało mu swe usługi jako prostytutka”. Dziewczynka też najwidoczniej nie wiedziała, że społeczeństwo o pewnych rzeczach woli nie być informowane. Nikt nawet nie musiał straszyć jej aresztem, a już zeznała, że takie same usługi co ona świadczy siedem jej koleżanek, liczących sobie od 9 do 13 lat. To z kolei zmusiło policjantów do wszczęcia może nieszczególnie skrupulatnego, ale jednak – prawdziwego śledztwa.

„Żaden nie został uwięziony, ani nie stracił stanowiska”

„Badane dzieci, nieświadome srogiego 203 artykułu K[odeksu] K[arnego], chętnie, bez nacisku opowiadały, kto i jak zabawiał się nimi. Podobno bezwstyd niektórych zeznań raził nawet zahartowane uszy policjantów” – donosił lewicowy „Dziennik Ludowy”, odnosząc do treści wprowadzonego rok wcześniej Kodeksu karnego. W myśl artykułu 203: „kto dopuszcza się czynu nierządnego względem osoby poniżej lat 15” miał być karany nawet 10-letnim więzieniem.

Dziewczynki szybko wypuszczono. Przynajmniej trzy z nich po paru dniach znów wałęsały się po ulicach, zaczepiając przechodniów. „Ich dziecięce twarze nacechowane są bezwstydem, nie mającym sobie równego” – podkreślała dziennikarka. – „Ta sama beztroska, co przed śledztwem i ten sam sposób nagabywania (…). Bije w oczy i w uszy, że całe dochodzenie, że te straszne zeznania, jakie tak ochotnie, prawie wesoło, złożyły władzom śledczym, że to wszystko, co mogły i powinny były od tych władz usłyszeć, nie tylko ich nie poprawiło, nie opamiętało, ale bezwstyd jeszcze wzmogło”.

Dziewczyny nabrały pewności siebie. Wcześniej, mimo wszystko, nieco krępowały się przyznawać do źródła zarobku. Nie wiedziały, co powiedzą dorośli, jak zareagują rodzice czy nauczyciele, jeśli sprawa się wyda. Teraz było już jasne, że nie robią absolutnie niczego karygodnego. Bądź co bądź: „spośród 30 mężczyzn, na których wskazały” jako na klientów, „żaden nie został uwięziony, ani nie stracił stanowiska”.

Wszyscy nadal pracowali, zarabiali, cieszyli się szacunkiem w towarzystwie. Jeśli cokolwiek się zmieniło, to tyle, że spłoszeni pewnym rozgłosem zaczęli się trzymać od dziewczynek z daleka. Ale to czyniło zajęcie młodych prostytutek tylko nieco trudniejszym. A na pewno sporo ciekawszym, bo odkąd mławianie przestali je wynajmować, dziewczynki zwróciły się w stronę przyjezdnych, którzy „o skandalu nie wiedzieli”. Nie musiały ich nawet szczególnie zachęcać. Sama cena robiła swoje.

„Pokazują je obcym jako osobliwość lokalną”

W Warszawie najtańsze prostytutki, zwane chustkowymi, liczyły sobie złoty pięćdziesiąt, może dwa złote. Dziewczyny z Mławy były tymczasem gotowe oddać się choćby za 50 groszy. Za tę cenę mogły sobie później kupić litr mleka albo trzy kurze jajka. Ewentualnie pójść do niedrogiej kawiarni na ciastko. Rozgłos, w pierwszej chwili tak zawstydzający, na dłuższą metę tylko pomógł im w podniesieniu kwoty kieszonkowego.

„Po odkryciu policji, stały się popularne, i mławianie pokazują je obcym jako osobliwość lokalną” – podkreślała reporterka „Dziennika Ludowego”. I było dla niej jasne, że na poprawę sytuacji nie ma co liczyć:

Ci, co zarządzili wypuszczenie tych dzieci na swobodę i swawolę wiedzą, że karalność nie pokrywa się z Kodeksem Karnym. (…) Panowie nie potrzebują obawiać się więzienia. Opinia już się urabia. Kobiety oburzają się, mężczyźni dziwią się, ale i jedne i drudzy witają się grzecznie ze sprawcami. Utrze się ten skandal, jak wiele innych. (…)

„Nawet u dziewcząt z najlepszych rodzin”

Nie brakowało wreszcie i dziewcząt stręczonych przez własnych rodziców. „Czy stolica wie o tym, że w jej murach mieszka wiele rodzin, żyjących właśnie dzięki swym 10- czy 12-letnim córeczkom?” – dociekał w 1933 roku dziennikarz „Expressu Mazowieckiego”. Podobne pytanie cisnęło się też na usta reporterce „Dziennika Ludowego”, która doniosła o prostytuujących się uczennicach z Mławy. I były to rzecz jasna roztrząsania czysto retoryczne. Mieszkańcy stolicy byli o wszystkim równie dobrze poinformowani co rodzice małych mławianek.

„Lud warszawski składa kolosalną ofiarę ze swych cór Molochowi prostytucji” – ubolewał Wacław Zaleski. – „Objaw ten jednak już nie budzi grozy i uważany jest wśród proletariatu warszawskiego jako rzecz przelotna, niemal konieczna, której trudno uniknąć”. „Ogólny upadek poziomu moralnego” dosięgał uczennic, a nawet „dziewcząt z inteligencji” marzących o tym, by żyć ponad stan. Nikt nie hamował ich zapędów.

Sprawy, o których wstydzimy się mówić. I oblicze przedwojennej Polski, o którym milczą podręczniki. Przestępczość seksualna, dewiacje, chorobliwa pruderia i bezkarność sprawców. Poznaj jak naprawdę wyglądały czasy naszych pradziadków z książki – „Epoka milczenia”.

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

Brak komentarzy