Ulica Józefa Witwickiego w Mławie... -

Doktor Józef Witwicki urodził się 21 kwietnia 1902 r. w Chersoniu. Ojciec Roman był lekarzem, matka Zofia pochodziła również ze środowiska inteligenckiego. Rodzice jego zamieszkali w Mławie w 1922 r.

W 1924 r. Jôzef ukończyl Gimnazjum im. St. Wyspiańskiego, a w 1930 r. Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po dwuletniej praktyce, w 1932 r. wrócił do Mławy i rozpoczął pracę w Szpitalu Powiatowym przy ul. Niborskiej. Podczas bitwy mławskiej we wrześniu 1939 r., kiedy szpital w wyniku bombardowania spłonął, dr Witwicki z niezwykłą ofiarnością pomagał w ewakuowaniu chorych. Następnie przedarł się do Warszawy, gdzie zgłosił się jako ochotnik do wojskowej służby zdrowia. Skierowany został do Włodawy, gdzie pracował w szpitalu, a potem w zgrupowaniu gen. Franciszka Kleeberga. Po kapitulacji zgrupowania wrócił do Mławy.

Z własnej inicjatywy zorganizował w Mławie szpital dla Polaków, którego został kierownikiem. Szpital ten był jedyną, placówką tego rodzaju na północnym Mazowszu. Szpital funkcjonował dzięki ofiarności samego Józefa Witwickiego oraz miejscowego społeczeństwa. Przez Niemców był nazywany „Polnisches Krankenhaus Dr Witwicki”. Szpital ten pełnił ważną funkcję w życiu miejscowej społeczności polskiej nie tylko jako placówka zdrowia. Często był miejscem schronienia dla Żydów, rannych partyzantów oraz ściganych przez Gestapo. Opłaty w szpitalu zależały od stopnia zamożności chorych. Najczęściej nie pobierano zapłaty, z polecenia dyrektora Witwickiego, zostawiając rozliczenie na okres powojenny. Leczenie w jego szpitalu miało charakter szczególny, leczył w nim nie tylko schorzenia fizyczne, ale również dusze wątpiących i załamujących się pod terrorem okupanta ludzi.
Z konspiracją związał się dość wcześnie. Należał do ZWZ-AK służby zdrowia pełniąc funkcję szefa na powiat mławski. Nim został aresztowany, co nastąpiło 29 sierpnia 1943 r., był podejrzewany przez Gestapo o współpracę z podziemiem, a co w mniemaniu Niemców potwierdzałoby jego patriotyczną. postawę oraz autorytet, jakim cieszył się w miejscowym społeczeństwie.

Charakterystyczna jest wypowiedz jednego z ciechanowskich gestapowców, podsłuchana przez żołnierza AK (Tadeusza Rybickiego) torturowanego a następnie wyrzuconego na korytarz z miejsca kaźni (jak przypuszczano, nie słyszącego rozmowy katów). Pytanie brzmiało: Jak myślisz, który z lekarzy mławskich może współdziałać z podziemiem lub do niego należeć? Odpowiedź: Myślę, że ten idealista dr Witwicki lub jego kolega Łojewski.

Bezpośrednim powodem aresztowania dr. Witwickiego było jego zarządzenie o umieszczeniu w sali szpitalnej pod oknem łóżka z rannym agentem policji niemieckiej. Przez okno to dostali się żołnierze Kierownictwa Dywersji AK obwodu mławskiego, którzy zastrzelili agenta. Niezależnie od tego, kilka dni wcześniej schwytany został przypadkowo łącznik oddziału partyzanckiego AK – Stefan Rudziński z kartką do dr Witwickiego z prośbą o lekarstwa i miejsce dla rannego partyzanta, na której było napisane: Czy została załatwiona sprawa szpitala?

Po aresztowaniu dr Witwicki został poddany „normalnemu” śledztwu w siedzibie Gestapo w Ciechanowie (ul. 17 stycznia 9), po czym na mocy wyroku Sądu Doraźnego Okręgu Ciechanowskiego skazany na karę śmierci.

W kartotece Gestapo pod datą 2 sierpnia 1944 r. czytamy: Wykonanie wyroku dnia 3 lipca 1944 r. w Pomiechówku. Ostatnia wzmianka w tejże kartotece brzmi: W. (J. Witwicki) zmarł 30 lipca 1944 r. w areszcie śledczym w Pomiechówku. Dr Witwickiemu zarzucano przynależność do AK, co było zgodne z prawdą.

W czasie długiego i brutalnego śledztwa pod naciskiem przedstawionych dowodów przyznał sic do przynależności do AK, ale nie przyznał się do winy i nikogo nie zdradził. Zdumiewa u tego człowieka delikatnego i słabego fizycznie, olbrzymi hart ducha i wytrzymałość psychiczna.

Zamordowany został 30 lipca 1944 r. w obozie w Pomiechówku. Przed śmiercią wyprowadzano go wielokrotnie, pozorując egzekucję, na tzw. Górkę i tam z przeprosinami, stwierdzając ze była to pomyłka, odłączano od grupy więźniów, których w jego obecności rozstrzeliwano. Chodziło oczywiście o psychiczne złamanie więźnia.

O postawie dr. Witwickiego w obozie oraz okolicznościach jego śmierci tak napisała w swojej relacji Zuzanna Kamińska z Serocka: Doktora Józefa Witwickiego poznałam w pierwszych dniach, kiedy zemdlałam w celi i przyprowadzono doktora, któremu w dużej części zawdzięczam to, ze nie zostałam zamordowana. Gdy Niemcy zaczęli krzyczeć na mnie, wtedy doktor powiedział, ze mam atak wyrostka robaczkowego i wtedy oprawcy zostawili mnie.

Doktor Witwicki cieszył się dużym zaufaniem wśród więźniów i nigdy nie dzielił ich wg poglądów politycznych i przynależności organizacyjnej. Pomagał wszystkim i wszystkich podtrzymywał na duchu, bo wierzył, że niedługo skończy się męka. Często rozmawialiśmy razem, bo doktor roznosił z kuchni posiłki dla tych więźniów, co nie mogli przyjść sami. Jak tylko mógł, bardziej słabym podawał lepsze posiłki. Codziennie przekazywaliśmy sobie również wieści posłyszane z zewnątrz. Doktor był zawsze pełen nadziei i wiary, że wszystko szybko się skończy i w nowej Polsce będzie nam wszystkim dobrze. Tak zawsze mówił i podtrzymywał wszystkich na duchu i nie pozwalał załamać się. 30 lipca rano rozmawiałam z doktorem i jeszcze pocieszał, ze zbliża się koniec męki. Później, około południa wyprowadzili wszystkie kobiety na podwórko, gdzie cztery osoby zostały zabite na oczach wszystkich, a jedna co nie miała sił wyjść z celi, została tam zamordowana. Brali połowę osób z celi i pędzili na forty, gdzie zostali zastrzeleni. Wśród nich był również doktór Witwicki.
Bohaterską, postawę zmarłego w obozie potwierdza również Władysław Suwiński z Płońska, który m.in. napisał: Zostałem aresztowany z Mikołajewskim Henrykiem z Płońska, Walickim Stanisławem, Zdzisławem Braunem z Płońska, Konopackim Janem. Razem 10 osób, ale dwóch zostało zwolnionych. Z grupy tej tylko ja i Walczak byli komunistami, a pozostali to członkowie AK. Torturowali mnie, ale do niczego się nie przyznawałem. Siedziałem w Pomiechówku od 15 września 1943 r. do 27 lutego 1944 roku. Wywieźli mnie do Warszawy, a potem do Poznania i wreszcie do Mathausen. Spotkałem się w Pomiechówku z dr Józefem Witwickim z Mławy. Wiem, że był skazany na śmierć, zwolnili go spod szubienicy i potem zamordowali go, kiedy likwidowali obóz. Dr Witwicki zachowywal się bardzo ofiarnie i dobrze. Pomagał chorym w miarę swoich sił i umiejętności. Pomagał również mnie po torturowaniu. Nie zwracał uwagi na przynależność ludzi do organizacji, wszystkim śpieszył z pomocą i należy mu się duże uznanie. Był dobrym Polakiem.

Stanisław Męzik, stary komunista mławski, mieszkający w Mławie w okresie międzywojennym oraz podczas okupacji, dał następujące świadectwo o dr. Witwickim i o jego koledze, lekarzu, Michale Łojewskim: Dr Witwicki i Łojewski jako lekarzy znałem przed wojną 1939 r. Obaj byli przekonań politycznych liberalno-mieszczańskich. Do żadnych organizacji politycznych nie należeli.

W okresie okupacji, jak mi wiadomo, dr Witwicki zorganizował szpital dla Polaków. Dr J. Witwicki przed wojną i w czasie okupacji należał do ludzi ofiarnych. Od biednej ludności polskiej i żydowskiej nie pobierał pieniędzy za honoraria. Niejednokrotnie dawał im pieniądze i leczył za darmo.

W okresie międzywojennym dr Witwicki aktywnie uczestniczył w miejscowym ruchu społecznym. Był radnym i ławnikiem w Radzie Miejskiej w Mławie jako bezpartyjny. Pracował również w Zarządzie Powiatowym PCK. Był człowiekiem o szerokich zainteresowaniach, uzdolnionym malarzem i znawcą sztuki. Z zamiłowaniem studiował nauki historyczne, kochał Mławę i był z nią silnie związany.
W lipcu 1935 r. zawarł związek małżeński z Jadwiga, Mieczyńską, nauczycielką języka polskiego.
Dr Witwicki przebywając w więzieniu Gestapo w Ciechanowie, gdzie codziennie ocierał się o śmierć, troszczył się o przyszłość szpitala w okresie powojennym.

W grypsie z 31 sierpnia 1943 r., skierowanym do żony m. in. napisał: W razie czego, gdybym obozu nie przetrzymał, narzędzia lekarskie i fachowe książki przekaz szpitalowi. (Notabene, narzędzi, o których mowa nie udało się ocalić, zabrali je Niemcy).

Mława dawniej

Źródło: ogrodywspomnien.pl/Mława dawniej – foto

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

Brak komentarzy