Współczesny Rom pamięta o dwóch szczególnych datach o 26 i 27 czerwca oraz 2 sierpnia. W czerwcu przypomina sobie wydarzenia z Mławy, a w sierpniu odwiedza Oświęcim. Te daty łatwo zapamiętać, bo obecnie tym rocznicom nadaje się bardzo europejską formę. Wydarzenia mławskie, których w tym roku wypada już 22 rocznica nazywane zostały „Nocą Porcelanową”. Na obchody do Oświęcimia przybywają delegacje z całego świata, składają hołd ofiarom, Dzień Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti został ustanowiony świętem.

W takich momentach pada zazwyczaj pytanie o kierunek w którym zmierza tożsamość współczesnego Roma. Czy te niezwykle ważne i tragiczne wydarzenia będą elementem spajającym współcześnie naród romski? Jako czasopismo, które również chce uczestniczyć w tym procesie, w aktualnym numerze przywołujemy te wydarzenia, przy okazji podejmując kilka innych ważnych dla współczesnego Roma – Europejczyka tematów.
Dadywesuno Rom repyreł duje ważne datendyr 26, 27 czerwco i 2 sierpnio. Dre czerwco repy ras wydarzenio dre Mława a sierpniune tradas ke Oświęcim. Da daty zarepyras, dała rocznicy repyreł pes dre Europa.Pogromo pe Romendyr dre Mława to już 21 berś ,khareł pes „Rat Porcelanowo”. Pe obchody pał Zagłada Romengry i Sintiegry ke Oświęcim przytraden manusia cełe swetostyr. Da data ćhyja święto. Drfe dasawe momenty jaeł Jamenge pe myśl – kaj Jame dzias dre Sawy ryg Romałe. Czy Jawasam sare Khetane? Jamaro kwartalniko dre da numero sykaweł da ważna wydarzeni i inna tematy też wazna dadywesune Romeske.
Redaktoro naczelno
Agnieszka Mirosława Caban

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, do programu, który prowadziłem, od jednego z reporterów otrzymałem relację dźwiękową z koncertu romskiego w Mławie. Dużo hałasu na scenie, krótkie wypowiedzi. Nie podobało mi się. Nie mogłem jednak nic powiedzieć, bo cóż ja wiedziałem o Romach… Kilka lat później, jeden z sobotnich programów regionalnych („Gościniec”) zaplanowałem zrobić z Mławy. Zaprosiłem gości, głównie znawców historii miasta, burmistrza i tych, którzy rekonstruują Bitwę pod Mławą, jako, że audycja związana była z kolejną rocznicą.

W ostatniej chwili przypomniałem sobie, że przecież jest tam sporo Romów. Niestety, w Urzędzie Miasta usłyszałem, że zapewne szukam sensacji, a kolejnego pogromu w Mławie nie będzie… Na niczym więc spełzły moje marzenia, iż umuzykalniony Rom zagra na gitarze, a urocza Cyganka powróży mi na antenie.

Rok 2010. Poznajmy się.

Mając do zrobienia pierwszy reportaż, mówiący o społeczności romskiej, nauczony wcześniejszym doświadczeniem, zwróciłem się do burmistrza Mławy i otrzymałem numer telefonu do wójta Romów mławskich, Władysława Paczkowskiego. Uskrzydlony, ale i pełny obaw, pojechałem.

W podmławskiej Modle zobaczyłem dom, otynkowany, na podwórzu porządek, nieco go przykrywał śnieg, ale podjazd i chodniki odśnieżone. Wszedłem do środka. W dużym pomieszczeniu, oprócz części kuchennej, w centralnym punkcie był telewizor, a pod ścianą stał długi stół. Przy nim siedziały cztery Romki, w tradycyjnych długich sukniach, na ogół w ciemnych kolorach. Zobaczyłem też dwóch mężczyzn, którzy zakręcili się na piętach i wyszli. Nie zdążyłem z nimi porozmawiać, nie wiedziałem nawet, czy był i który z nich to wójt. Po kilku zdaniach rozmowy, sytuacja się powtórzyła: jedna Romka zniknęła, potem druga… Zostały dwie, w tym gospodyni, Elżbieta Paczkowska. Ta z kolei jakaś smutna. Rozłożyła ręce i powiedziała: chyba nic nam z tego nie wyjdzie. Bo wie pan, mamy taką tragedię w rodzinie, zięć jest poważnie chory, leży w warszawskim szpitalu, mąż musiał pojechać do niego…
Pomyślałem, że Romowie uciekają, że tak jak kilka lat temu, ktoś się czegoś boi i pewnie temat pogromu paraliżuje wszystko. Skoro jednak już tam byłem…

Pani Elżbieta okazała się sympatyczną właścicielką restauracji, hoteliku i sali bankietowej, w której odbywają się wesela, stypy – wszelkie rodzinne spotkania. Na posiłek zatrzymują się tu nie tylko Cyganie, ale także Polacy, czasami zamawiając też coś z menu romskiego, bo zazwyczaj podaje się tu dania polskie. Gdy poszliśmy do kuchni, kucharki smażyły kotlety na wieczorną stypę. Kiedyś ta zmarła kobieta bawiła się u nas na swoim weselu, dziś będziemy ją żegnać… – wyjaśniła E. Paczkowska.
Po drugiej stronie ulicy lokal gastronomiczny, wraz z pokojami gościnnymi ma syn państwa Paczkowskich.
Pracownicami kuchni są Polki, chwalą cygańskich pracodawców i odwrotnie, właściciele lokalu zadowoleni są z ich pracy.

Pogrom? Owszem, wydarzeń z czerwca 1991 roku nie da się wymazać z pamięci. Czy wina romskiego chłopaka, czy rozwścieczonych Polaków, a może prawda leży po środku?
W sercu Romów pozostaje żal, że do takich wydarzeń doszło. Kucharki pani Elżbiety też dziwią się, że ludzie mieszkający od wielu lat obok siebie, będący na co dzień dobrymi sąsiadami, potrafili zgotować sobie taki los. Obie strony pamiętają, w sercach noszą, ale nie wracają do zamieszek, bo nadal żyją po sąsiedzku i żyć będą, na przekór wszystkiemu.
Pogrom pogromem, a ja wracałem z przeświadczeniem, że wójt mi uciekł, pozostawiając na placu boju żonę i kilka nieufnych Cyganek.
O ty niewierny Tomaszu! Okazało się, że w dniu emisji reportażu na antenie, odbył się pogrzeb zięcia. Ta śmierć odbiła się echem, a o pogrzebie mówili mi potem inni Romowie.

Nie kłamali więc, a ja powoli zaczynałem rozumieć, czym dla Romów jest ich rodzina. Na tym jednak mój ówczesny kontakt z Mławą skończył się.

Na castingu do filmu „Papusza” Joanny i Krzysztofa Krauzów, spytałem o Mławę. Nie, tam filmowcy nie jadą. Co jest z tą Mławą? Jakaś „trędowata”?

Nadarzyła się okazja, by pojechać do Żuromina. Niewielka grupa Romów, mieszkająca przeważnie w fatalnych warunkach w niskich blokach, podlega formalnie wójtowi w Mławie. Ale nie mają z nim zbyt częstego kontaktu. Chytry plan, by do Mławy wrócić przez Żuromin także nie wyszedł. Na domiar złego, osoba, która wprowadziła mnie do cygańskich domów w Żurominie, powiedziała, że niektórzy tamtejsi Romowie nie byli zadowoleni z tej wizyty.
Dlaczego? – spytałem. Bo przyjęli cię, nie pytając o to wcześniej swojego wójta z Mławy. I tak oto poznałem kolejną ważną zasadę życia Romów – szacunek dla starszyzny i potrzebę konsultacji z nią w różnych sprawach społeczności romskiej.

Powitanie na kredyt

I wreszcie, zajechałem pod jeden z mazowieckich kościołów, z plebanii wyskoczył młodo wyglądający ksiądz, rzutki, „po cywilnemu”. Wsiedliśmy do auta i w drogę. Tak trafiłem do domu Femci i Kamci, a potem Urszuli, gdzie – jak ta studentka z książki Jacka Milewskiego – dostałem herbatę z jabłkiem (powinno być z dzikiej jabłoni). Z tą różnicą, że tam uraczono mnie prawdziwymi opowieściami, a na powitanie, przemiła Cyganka wyściskała mnie, jak swego. Mam jednak świadomość, że to wielki kredyt zaufania, zapisany na konto osoby, bez której mławscy Romowie nie byliby dziś tacy, jacy są.

Ksiądz Roman Jankowski, duchowny diecezjalny, przez mądrego i wielce szanowanego, nieżyjącego już ordynariusza płockiego, ks. bp. Zygmunta Kamińskiego (1933-2009) został skierowany do Mławy. Kościół bardzo przytomnie odpowiedział na potrzebę, jaką było zajęcie się społecznością romską właśnie po zamieszkach, jakie tam miały miejsce w 1991 roku. Ksiądz Roman zaprzyjaźnił się z Romami, zdobył ich zaufanie, a działając na polu religijnym i edukacyjnym, starał się stonować emocje po obu stronach. To jego kapitał, że może dziś do cygańskich domów w Mławie wejść o każdej porze, że jest przyjmowany w nich jak członek rodziny.

Romowie w Mławie

Romowie w Mławie osiedlili się wraz z zakazem tradycyjnego wędrowania taborami, wydanym przez władze PRL w 1964 roku. Zostali ulokowani w murowanych parterowych barakach na ul. Antoniego „Torfa” Załęskiego. Nie mogli się przyzwyczaić do nowych warunków; starzy Romowie, na ile to było możliwe, nadal siedzieli na zewnątrz, często na schodkach starych wozów taborowych, a przed nimi rozpalali niewielkie ogniska. Wyrwano ich ze swojego świata, zabrano naturalną część życia, jaką było wędrowanie.Stare romskie baraki na „Torfa” jeszcze są (5 budynków), mieszkają w nich Polacy i jeszcze część Romów.
W Lokalnym Programie Rewitalizacji Miasta w Mławie do 2015 roku, 6 czytamy, iż w mieście tym jest ok. 1000 obywateli pochodzenia romskiego. Liczba ta wydaje się zawyżona, gdyż zarówno ks. Roman Jankowski, jak i spotkani przeze mnie Romowie, podkreślają, że gros z ich społeczności wyemigrowało, najczęściej do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Powyższe dane więc mówią zapewne o zameldowanych Romach, a nie faktycznie tam mieszkających.
Mławscy Romowie nie mieszkają w skupiskach, a w lokalach miejskich (komunalnych) w różnych częściach miasta. Spora ich grupa ma własne domy, które zresztą w 1991 roku stały się jednym z powodów agresji niektórych młodych Mławian na Romów; ale o tym później.
Zróżnicowanie mieszkaniowe świadczy o polaryzacji wewnętrznej środowiska Romów w Mławie: są wśród nich rodziny zamożne, ale i takie, które mają trudności bytowe, żyją poniżej minimum socjalnego. I tak jak we wspomnianym Żurominie, korzystają z zasiłków, przydzielanych przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
Nic, tylko ten pogrom… Gdy czyta się wydawnictwa poświęcone sytuacji polskich Romów, gdy przegląda się zasoby internetowe – Mława wszędzie jest opisywana jako miasto, w którym miał miejsce ten słynny „pogrom”. Minęło już 21 lat, a jednak ciągle o nim się pisze i mówi. Ale poza samą Mławą, gdzie – jak się wydaje – obie strony, Polacy i Romowie starają się tematu nie ruszać. Może jednak po ponad dwudziestu latach przyszedł czas, by zastanowić się, czy mławskie wydarzenia z 1991 roku czegoś nauczyły? To jedna z myśli spotkania, które odbyło się w warszawskim Domu Spotkań z Historią. Zorganizowała je Redakcja kwartalnika „Dialog-Pheniben” (periodyk Stowarzyszenia Romóww Polsce), a prowadziła jego redaktor naczelna, dr Joanna Talewicz-Kwiatkowska. Wśród gości: red. Jolanta Koral, która odwiedziła Mławę niedawno, Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce oraz wójt Romów w Mławie, Władysław Paczkowski.
Był czerwiec 1991 roku. Mława, jak i cały kraj, była na początku zmian po 1989 roku odczuwała trudności, wynikające z bezrobocia i zubożenia społeczeństwa. Mimo, że obie społeczności: polska i romska współistniały w tym mieście od wielu lat, Polaków szokowała zamożność części Romów: dobre samochody, duże domy (nazywane „Belwederami”), bogato zdobione groby na cmentarzu.

Doszło do wypadku. Młody Rom potrącił samochodem dwójkę także młodych Polaków. On był żołnierzem na przepustce, ona jego narzeczoną. Chłopak zmarł po dwóch tygodniach.

Gdy grupa Polaków dowiedziała się, że sprawcą potrącenia był Rom, postanowiła wymierzyć sprawiedliwość. Zaczęły się napady na cygańskie domy. Okradali je, niszczyli, demolowali.
Romowie uciekali, znajdując schronienie pod Mławą i w wielu domach Polaków, którzy nie akceptowali takiej metody wyrównywania rachunków. Pamiętam to dobrze, bo mieszkałam na ulicy, gdzie były romskie domy – wspomina jedna z kucharek Elżbiety Paczkowskiej.

Z kolei Urszula z Waćkowskich Paćkowska wspomina, że jej rodziny nie było w tym dniu w Mławie (pracowali w Niemczech), ale polscy sąsiedzi obronili ich dom i nie pozwolili go zniszczyć. Tzw. pogromu dokonali młodzi mławianie z marginesu społecznego, z rodzin biednych, w których pije się dużo alkoholu, a młodzież nie umie zagospodarować wolnego czasu. Większość Romów domy miała nieubezpieczone, w związku z tym niektóre rodziny do dziś nie zdołały wyremontować swoich siedlisk, bo straty były ogromne, oszacowano je na około 4,9 mld zł.

Sytuację ówczesną i obecną w Mławie analizuje prof. Anna Giza-Poleszczuk (Uniwersytet Warszawski), która po wydarzeniach z 1991 roku robiła badania socjologiczne. Jej zdaniem, Mława niczego nas nie nauczyła. „Pogrom” nie był wyrazem nienawiści wobec mniejszości etnicznej ani też li tylko niezgodą na zamożność Romów. U jego podstaw leżało wiele czynników natury społecznej, gospodarczej i psychologicznej. Ani wtedy, ani dziś, nikt w Mławie nie pracuje nad integracją (nie asymilacją, a integracją) obu społeczności.

W efekcie, konflikt z 1991 roku jest „wypierany”, ale nie znika z pamięci – m.in. z powodu poczucia winy Mławian. Zdaniem prof. A. Gizy-Poleszczuk, brakuje działań, które pozwoliłyby poznać, a przez to zrozumieć Romów. Nie ma moderowanej rozmowy, upowszechniania, np. w szkołach, wiedzy o przeszłości czy sposobie życia Romów, co wyjaśniłoby mechanizmy ich bieżących postaw. To zgadzałoby się z informacjami, jakie uzyskałem w roku 2010, gdy pytałem w Urzędzie Miasta, czy w Mławie są jakieś projekty na rzecz społeczności romskiej. Nie było.

Z kolei, w przywoływanym, sąsiednim Żurominie, w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej powiedziano mi, że Romowie korzystają z takich samych praw do zasiłków, jak Polacy. Specjalnego projektu dla Romów nie ma. Kiedyś zastanawialiśmy się, ale ze względu na małą liczbę mieszkańców społeczności romskiej na naszym terenie, żądnego programu nie realizowaliśmy. (…) A druga rzecz, na pewno ze względu na to, że są to Romowie, nie mogą być szczególnie traktowani w stosunku do pozostałych mieszkańców. (…) Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie. (…) Jedni są bardziej aktywni zawodowo i chcą podjąć pracę, inni nie. (…) Żuromińscy Romowie korzystają niekiedy ze szkoleń, organizowanych przez Powiatowy Urząd Pracy, ale częściej są zatrudniani przy tzw. pracach interwencyjnych. (…) To musi być szeroko zakrojona i długofalowa praca. Tylko małymi krokami można coś osiągnąć, choć niejednokrotnie jest trudno – wyjaśniał Andrzej Wiśniewski, kierownik MGOPS w Żurominie.

Miejsc konfliktogennych, gdzie relacje polsko-romskie są zachwiane, jest w kraju więcej. Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce przypomniał wydarzenia z Oświęcimia, w wyniku których on sam, jak i inni Romowie musieli wyjechać z Polski (m.in. do Szwecji). Jest też Limanowa w Nowosądeckiem, gdzie konflikt z jedną z romskich rodzin, spowodował niezadowolenie Polaków i mógł doprowadzić do linczu. Na szczęście do niego nie doszło, ale atmosfera była gorąca. Niezbyt roztropnie zachowywały się władze miasta, gdyż swoją postawą nie łagodziły konfliktu. Jako przykład można podać, że w dniu tradycyjnej pielgrzymki Romów do Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Limanowej (pod egidą krajowego duszpasterza Romów, ks. Stanisława Opockiego), popołudniu odbył się na limanowskim Rynku tradycyjny koncert. Występowały na nim m.in. dwie gwiazdy romskiej sceny rozrywkowej: Don Vasyl Schmidt i Bogdan Trojanek. Słyszałem osobiście, jak pojednawczo i mądrze obaj artyści mówili do swoich współbraci, aby nie zaogniać konfliktu. Nikt jednak z władz miasta nie przyszedł na koncert, by powitać artystów czy podziękować za występ. Od stosunku samorządów do Romów zależy bardzo wiele. Przed społeczeństwami takich miast, jak Limanowa, Oświęcim czy Mława, władzami i wszelkimi instytucjami, stoi wyzwanie – doprowadzenie do rozmowy, której rozpoczęcie postuluje prof. A. Giza-Poleszczuk.

Wracając do samej Mławy – brak rozmowy między dwoma społecznościami, zauważali wszyscy uczestnicy spotkania w Domu Spotkań z Historią. Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce zapowiedział, że będzie czynił wszelkie starania, aby w mieście tym powstała reprezentacja romska – stowarzyszenie, które byłoby dla Romów pomocą i dawało możliwość własnego rozwoju. Na razie jednak, trwa cicha praca, o której wiedzą nieliczni.

Kamcia, Femcia, Alicja i Andżelo
Kamcię (Kamilę Waćkowską) zastałem w domu, jak pielęgnowała wnuczkę swojej siostry, Femci (Eufemii Waśkowskiej). Otylia, a właściwie „Panienka”, bo takie imię po przodkach nadano kilkumiesięcznej dziewczynce, jest córką Damiana („Andżela”) Waśkowskiego (l. 23), romskiego chłopaka, któremu udało się zrobić maturę. Andżelo wychował się bez ojca, w domu był z matką Femcią i jej siostrą Kamcią. To właśnie Kamcia od zerówki sumiennie odprowadzała go do szkoły. Ale on, bywało, „wiał ze szkoły”. Wolał z kolegami chodzić na komputery albo szwendać się po mieście. Jest jednak jeszcze kuzynka, Floryda (Alicja) Paćkowska (dziś Brzezińska), która wcześniej od niego poszła do szkoły. I tłumaczyła mu, że warto, gnała do nauki, a jak już nie umiała sobie z nim poradzić, to mówiła o tym jego matce i ciotce. I pomagała w nauce. Chłopak potrzebował też męskiej ręki. Mógł liczyć na ks. Romana Jankowskiego, który osobiście pilnował, żeby Andżelo naukę kontynuował.

Sytuacja finansowa rodziny nie była najgorsza, to i wziął go do katolickiej szkoły, w której matka płaciła czesne. Kiedyś zadzwonił ksiądz Romek z pytaniem, czy Andżelo poszedł do szkoły. Odpowiedziałam, że tak, ale domyślałam się, że pewnie znów siedzi gdzieś przy komputerach. Jak złapałam parasolkę, jak go goniłam po mieście, to aż błagał: mamo, nie rób mi wstydu! Ale w ten sposób wracał do szkoły – przypomina sobie Femcia. W dużej szkole wtopiłby się w liczną młodzież, trudniej by było go upilnować. Gimnazjum katolickie dawało większe szanse, ale też mobilizowało, bo poziom nauczania był o wiele wyższy.

Wtedy też jeszcze wyrywał się – tak jak każdy chłopak. Ale wracał. Dziś jest zadowolony, wie, że zdobyta wiedza i matura, przydadzą mu się w życiu. A koledzy? Zazdroszczą mu i żałują, że wtedy nie poszli w jego ślady.
Andżelo lubi historię i geografię – to z pewnością wynik rodzinnej tradycji. W domu słyszał o taborach, koniach, a przede wszystkim o ukochanej klaczy dziadka, po cygańsku zwanej „Dziuweli” („Zawszona”). Chętnie przeniósłby się do czasów średniowiecznych, w których obowiązywały szlachetność i rycerskość, cechy, które jego zdaniem, przydałyby się dzisiaj bardzo. Dzięki temu, że ma zainteresowania  i wiedzę, może z panem rozmawiać swobodnie, to jest jego kapitał. I pyta o swoje korzenie, chce wiedzieć więcej. A tamci, tzn. jego koledzy z podwórka, nie będą pytać… – dodaje ks. Roman.
Femcia chciałaby, żeby Andżelo poszedł jeszcze na studia wyższe. On jednak nie wie, co będzie dalej. Jest odpowiedzialny, ma przecież żonę i tę małą Panienkę; musi na nie zarobić.

W poszukiwaniu pracy wyjechał więc do Wielkiej Brytanii, przyjeżdża do Mławy na chwilę. Damian („Andżelo”) Waśkowski i Alicja („Floryda”) Brzezińska są dla mławskich Romów jaskółkami, czyniącymi wiosnę. Być może ich przykład sprawi, że Mławianie zaczną postrzegać Romów w odmienny sposób. To się zresztą dzieje, za sprawą działań ks. Romana Jankowskiego i mądrych wychowawców: Dawniej, w szkole podstawowej w Mławie, w której się uczyłem, dało się zauważyć pewne wyobcowanie „cyganiaków”, a nawet związane z tym konflikty. Alicja umiejętnie łączy integrację z uczniami z przywiązaniem do elementów własnej tradycji. Sama jej obecność w szkole oraz sposób jej funkcjonowania wśród rówieśników przełamują negatywne stereotypy w postrzeganiu przez mławian społeczności cygańskiej.

W Gimnazjum Katolickim podobną rolę odgrywał brat Alicji [cioteczny] – Damian („Andżelo”) – mówił o Alicji i Andżelo (w latach, gdy uczyli się do matury) nauczyciel, Tomasz Chodubski. Alicja to potwierdza. Mówi, że koleżanki i koledzy początkowo zadawali pytania, np. o długie suknie Cyganek, ale z czasem przyzwyczajali się do inności i przyjmowali ją, jak i inne dzieci romskie, zupełnie normalnie.
Przyjaźnie zawarte z Polakami są trwałe do dziś. My już jesteśmy kolejnym pokoleniem. O tzw. pogromie słyszymy od rodziców i wujów, bo ja np. miałam wtedy zaledwie 4 lata – wyjaśnia Alicja. Dla współczesnej młodzieży polskiej i romskiej wydarzenia z 1991 roku są już przeszłością, choć ważną i trudną.

Alicja wiedziała od początku, że ze względu na tradycję, na studia raczej nie pójdzie. U nas dziewczęta aż do zamążpójścia nie mogą same wyjechać z domu. A przecież musiałabym mieszkać w Warszawie czy innym akademickim ośrodku. Ja podjęłam zresztą świadomą decyzję, że chcę być wierna naszej tradycji – konkluduje. Brak studiów jednak nie przesłania jej horyzontów: czyta prasę, książki, wyjeżdża za granicę, żeby podszkolić się w językach angielskim i niemieckim. Uwielbia „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego…

„Belwedery” po latach

Ojciec Alicji, Adam Paćkowski przez wiele lat handlował samochodami i miał legalną, zarejestrowaną firmę, płacił w Mławie podatki. Andżelo jeździ autem angielskim, z kierownicą po prawej stronie. Nie wygląda ono na tzw. „wypasioną brykę”, po prostu normalny samochód, jakich w Mławie już wiele. Domy Kamci, Femci i ich siostrzenicy Urszuli, to wolnostojące budynki. Owszem, urządzone zamożnie, ale dziś już raczej nie wybijają się spośród innych, polskich domów; może poza tradycyjną cygańską zdobniczością. Na domy te Romowie ci zarobili za granicą. Kamcia siedziała w domu. Najpierw w Strzegowie, potem na wsi blisko Mławy (jeszcze przed 1964 rokiem), gdzie ojciec prowadził dzierżawione dziesięciohektarowe gospodarstwo, potem przy barakach hodowała drób.

W sezonie wiosenno-letnim nadal ma kilkanaście kur, bo lubi. Na co dzień sprząta, gotuje, pierze – jest ostoją domu. Siostra śmieje się z niej: oho, znowu zobaczyłaś, że Urszula okna myje, to i ty musisz! W domu za to lśni.

Femcia zaś od lat zarabiała na utrzymanie rodziny: najpierw mieszkającej tam, gdzie wszyscy Cyganie w Mławie – na „Torfa” Załęskiego, a potem w obecnym domu. Handlowała w kraju, w Holandii, w Niemczech. To, że może ze spokojem usiąść z siostrami na schodkach domu i poplotkować, jest wynikiem jej wytężonej pracy. Syna wychowała i wykształciła, ma wnuczkę, może odpocząć. O tzw. pogromie i jego skutkach „Panienka” będzie słyszała już tylko jak o zamierzchłej przeszłości. Ale ciągle nie wiadomo, czy obie strony będą umiały ze sobą rozmawiać. Bo, jak się wydaje, z Mławą to nie takie proste.

Źródło: Kwartalnik Romski 2012 r

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

14 Komentarze

  • Odpowiedz
    Szef Szefow
    17 czerwca 2014

    Nic, wielki plus i szacunek za akcje!! Teraz przynajmniej spokoj jest

  • Odpowiedz
    eva
    11 maja 2013

    Wydaje mi się, że celem tego artykułu było „odczarowanie” stereotypu o cygańskiej nacji. Pan redaktor widział tylko tych, których chciał widzieć.( Nie czytał gazet, w których nie raz ani dwa pisano, że Cyganie jeżdżą po okolicznych wsiach i pod pretekstem kupna produktu, wchodzą do domów i kradną.) Nie ma wyśrodkowanych stereotypów, czy to Polak czy Niemiec, czy Żyd, Cygan – przekazywane z pokolenia na pokolenie uprzedzenia zostają na zawsze. A w kwestii samego pogromu mógł posłuchać obu stron – wielu starszych Polaków na pewno „mądrze” opowiedziałoby to, co pamięta. Nie ma zbiorczej odpowiedzialności, chyba, że komuś potrzebny był KOZIOŁ OFIARNY, jakim kiedyś stał się naród żydowski…

  • Odpowiedz
    anna
    10 maja 2013

    pamietam dzien wypadku bawilam sie przed blokiem i uslyszalam huk widzialam ten samochod jak wjechhal do rowu przy swiatlach pamietam ich lezących na ulicy nie wiem ale caly czas mam wrazenie jak by to bylo owczoraj:((( Jarek byl moim sąsiadem pamietam tez jak go pomscili chlopaki z osiedla.

  • Odpowiedz
    el
    10 maja 2013

    Ten artykul mija sie z prawda… ludzie ktorzy wyszli na ulice nie byli ponizej marginesu, to byli mlodzi ludzie w wiekszosci znajomi sp.Jarka i Kaski. Sprawca wypadku uciekl nie udzielajac pomocy. Znalam zarowno Jarka jaki i znam Katarzyne, znam wielu mlawskich Romow i wiele osob ktore braly udzial w „pogromie cyganow” i nie podoba mi sie, ze ktos kto nie poznal dobrze faktow, wypowiada sie na ten temat i stawia spolocznosc mlawska w tak slabym swietle. Troche obiektywizmu „drogi” Panie…

  • Odpowiedz
    Machete
    9 maja 2013

    Ja wam dobrzy ludzie powiem tak. Jak patrzę na starszych cyganów to widać, że pamiętają pogrom a dla młodszych przydałaby się powtórka z rozrywki, bo za bardzo się panoszą w tym mieście.

  • Odpowiedz
    zuza
    9 maja 2013

    Pamietam dokladnie, jak ten mlody cygan po wypadku klepal sie po tylnich kieszeniach, i mowil, ze w jednej ma policje a w drugiej prokuratora. wiec czemu sie dziwicie, ze tak sie stalo???? nalezalo im sie.

  • Odpowiedz
    pepek
    9 maja 2013

    Pracowali za granicą? A na czym ta praca miała niby polegać? Na wyłudzaniu socjalu,żebraniu i okradaniu mieszkań? Zgadzam się z qwerty,to zwykłe perfidne kłamstwa!

  • Odpowiedz
    mała
    9 maja 2013

    Ludzie co wy opowiadacie? dlaczego za błąd jednego Roma miała cierpieć cała ich Społeczność? ilu pijanych zabija ludzi na pasach i jakoś nie ma takich rozrób opamiętajcie się i pomyślcie zanim coś napiszecie……………….

    • Odpowiedz
      admin
      9 maja 2013

      Oczywiście odpowiedzialność zbiorowa jest niedopuszczalna!

  • Odpowiedz
    admin
    9 maja 2013

    Opublikowaliśmy ten artykuł na który natrafiliśmy w internecie w Kwartalniku Romskim z 2012. Autorem nie jest Mławianin więc jak widać w kilku kwestiach lekko mówiąc mija się z prawdą. Niestety taki obraz Mławy przedstawiany jest w polskich mediach i nie tylko, gdzie się tylko mówi o finale a nie o dokładnych przyczynach. Pominął szczególną kwestię związaną z tym iż sprawca uciekł z miejsca a nasze władze raczej się nie kwapiły zeby go znaleźć. Tak czy owak jest to przestroga dla nowych pokoleń. (Podtekst etniczny na pewno był- często można usłyszeć o tej nacji jak się ich nazywa brudasami. Sam osobiście znam wielu i to bardzo zadbani ludzie. Cyganie również powinni zacząć inwestować w edukację swoich młodych pokoleń. Wychowaj od małego psa z kotem to sobie krzywdy nie zrobią!

  • Odpowiedz
    9 maja 2013

    Artykuł trochę jednostronny, „Ojciec Alicji, Adam Paćkowski przez wiele lat handlował samochodami i miał legalną, zarejestrowaną firmę, płacił w Mławie podatki. „- ciekawe i pewnie inni też.
    „Bo, jak się wydaje, z Mławą to nie takie proste’’- Romie nie pytaj co Mława (Polska) dla Ciebie zrobiła, powiedz co Ty dałeś Mławie (Polsce).

  • Odpowiedz
    Układ zakmnięty
    9 maja 2013

    Wręcz przeciwnie warto poczytać. To fakt z wieloma informacjami można się nie zgodzić ale wiele to prawda. Niestety tak nas postrzega Polska i świat że tylko Mławianie winni a to nie prawda!

  • Odpowiedz
    qwerty
    9 maja 2013

    Ale bzdury do sześcianu! Nikt z nich nigdy nie shańbił się uczciwą pracą!A ten który zabił chłopaka na pasach jechał jak idiota,nawet hamować nie próbował i pewnie bez prawa jazdy!Ludzie wyszli na ulice bo nasze władze nic nie robiły by tego bandytę wsadzić tam gdzie jego miejsce!Szkoda mojego czasu na czytanie takich kłamstw!

    • Odpowiedz
      anka
      30 stycznia 2018

      DOKŁADNIE ! ZŁODZIEJSTWO I NIERÓBSTWO – I TYLE, PO CO TO LUKROWANIE NA SIŁĘ ??? ŻADEN MŁAWIAK NIE NABIERZE SIĘ NA TE BZDURY !