„Otwórz! To ja, tato” – mówił, pukając do drzwi swojego domu w Londynie (Wielka Brytania), Tracje Konev. W środku czekała na niego 12-letnia córka Katerina, która chwilę wcześniej wróciła ze szkoły. Dziewczynka jednak nie otwierała. Zaniepokojony ojciec zajrzał do przedpokoju przez dziurkę od klucza. Na podłodze zobaczył plecak i czarne buty dorosłego mężczyzny. Jeszcze wtedy nie wiedział, że należały do polskiego seryjnego gwałciciela. Potwór z Mławy, bo tak go później okrzyknięto, wykorzystał i zamordował młodziutką dziewczynkę. Jak się później okazało, nie tylko ją miał na swoim sumieniu…

Tracje Konev wraz z żoną Zakliną, 12-letnią córką Kateriną i 6-letnim Christianem przybyli do Anglii w 1995 roku. Byli emigrantami z nękanej konfliktami Macedonii. W nowym kraju szukali normalnego, lepszego życia. I udało się. Wynajęli dom w dzielnicy Hammersmith w Londynie. Rodzice znaleźli pracę, a dzieci poszły do szkoły i szybko odnalazły się w nowym otoczeniu.

Krople krwi na twarzy

22 maja 1997 roku 12-letnia Katerina poszła rano do szkoły. Był to dla niej szczególny dzień, bo po raz pierwszy miała sama wrócić po lekcjach do domu. Tracje również był poddenerwowany tym faktem. Gdy tylko skończył pracę, popędził na rowerze prosto do domu.

„Otwórz! To ja, tato” – mówił, pukając do drzwi, które były zamknięte od środka. Jego córka jednak nie odpowiadała. Odczekał jeszcze chwilę, myśląc, że może Katerina jest w łazience lub przebiera się. W końcu zajrzał do środka przez dziurkę od klucza. Na podłodze leżał plecak dziewczynki. Tuż obok zobaczył parę czarnych butów, należących do dorosłego mężczyzny.

Był przerażony. Zaczął krzyczeć i dobijać się do mieszkania. Potem pobiegł na tyły domu. Zobaczył nieznajomego, który wyskakiwał przez okno. Gdy postawił już stopy na ziemi, spojrzał spokojnie prosto w oczy przerażonego ojca. Wtedy Macedończyk zauważył na jego twarzy kilka kropel krwi. Wiedział, że stało się coś złego…

Pomogli mu w ucieczce 

Wstąpiła w niego wściekłość. Rzucił się w pogoń za włamywaczem. Ten jednak zaczął wzywać pomocy. Pracujący nieopodal robotnicy zamiast rzucić się na bandytę, zatrzymali Koneva. Mężczyzna, widząc, że już nie dogoni mężczyzny w czarnych butach, natychmiast odwrócił się i pobiegł do domu.

Drzwi z tyłu domu były zaryglowane krzesłem. Siłą je połamał i wdarł się do środka. Na podłodze znalazł swoją córkę. Leżała nieprzytomna i zakrwawiona. Niedługo później na miejscu pojawiła się policja i ratownicy medyczni. Niestety lekarzom nie udało się uratować życia dziewczynki.

Śledczy zebrali dowody, przesłuchali świadków, w tym ojca dziewczynki. Mężczyzna dokładnie opisał wydarzenia i wygląd mordercy. Mimo tego prokuratorzy od samego początku podejrzewali, że to sam Konev zgwałcił, a później zabił Katerinę. Jego winę wykluczyły dopiero badania DNA i obce odciski palców znalezione na miejscu zbrodni.

Mimo tych tropów, policjantom nie udało się ustalić sprawcy. Zabójca przepadł w 7-milionowej społeczności Londyńczyków. Tyle, że gwałciciel nie był nieuchwytny. Już miesiąc później popadł w konflikt z prawem. Trafił wtedy na komisariat. Nikt jednak nie porównał jego odcisków palców z bazą poszukiwanych przestępców. Nikt nie zbadał jego DNA! Nikt nawet nie przypuszczał, że to nie pospolity złodziej, a seryjny gwałciciel z Polski, Andrzej K.

„Doktorek” – Bestia z Mławy

Urodził się w Warszawie w 1956 roku w normalnej rodzinie. Jeszcze w dzieciństwie wraz z rodzicami przeniósł się do położonej o 130 kilometrów na północ Mławy. Żyło im się dobrze. Tylko młody Andrzej przysparzał im sporo kłopotów. Źle się uczył, sprawiał problemy wychowawcze w szkole, nawet z wojska go wyrzucili.

W wieku 17 lat po raz pierwszy popadł w poważny konflikt z prawem. W 1973 roku trafił na trzy lata do więzienia za gwałt młodej sąsiadki. Ofiara znała Andrzeja K., więc szybko udało się go namierzyć i osądzić.

Wszyscy wierzyli, że w więzieniu młody chłopak zmądrzeje, zrozumie swoje błędy, zmieni się i nie będzie więcej nikogo krzywdził. Myli się. Andrzej K., gdy tylko wyszedł na wolność, zaczął kraść i napadać na kobiety. Był przy tym niezwykle brutalny.

– Kiedy pracował jako kierowca w pogotowiu ratunkowym (stąd pseudonim „Doktorek”) zobaczył przy drodze kobiety zrywające truskawki. Zatrzymał się, pobiegł na pole i napadł pierwszą dziewczynę z brzegu i zgwałcił ją w krzakach – opisywał bezwzględne metody zwyrodnialca „Tygodnik Ciechanowski”.

Innym razem zatrzymywał samochód obok idącej kobiety. Uchylał okno i pytał o godzinę. Udawał, że niedosłyszy, by ofiara zbliżyła się do pojazdu. Gdy włożyła głowę przez szybę, szybko ją podkręcał, ściskając szyję. Potem gwałcił uwięzioną ofiarę.

Seryjny gwałciciel w więzieniu

Przez kilka lat zboczeniec chodził bezkarnie po ulicach Mławy. W 1985 znów trafił do aresztu. Sąd w Warszawie skazał go na 15 lat więzienia. Tyle samo usłyszał w procesie przed ciechanowskim wymiarem sprawiedliwości. Obie kary połączono w jedną. „Bestia z Mławy” miała na swoim sumieniu 27 napaści seksualnych i usiłowanie zabójstwa.

Mimo tak ciężkich przestępstw na sumieniu, w 1991 roku Andrzej K. wyszedł na wolność za dobre sprawowanie. Starał się zacząć nowe, lepsze życie. Ożenił się, a wkrótce urodziło mu się dziecko. Znalazł pracę jako sprzedawca kosmetyków. Jednak chore żądze szybko wzięły górę nad ambicjami.

12 sierpnia 1992 roku bandyta ponownie zaatakował. Zgwałcił 11-letnią dziewczynkę w Mławie. Później przeniósł się do Warszawy, gdzie jego ofiarami padły dwie nastolatki. Policji udało się namierzyć gwałciciela. Został zatrzymany i osadzony w areszcie.

Zboczeniec znów na wolności

Podczas pobytu za kratkami gwałciciel zaczął skarżyć się na złe samopoczucie. Lekarze stwierdzili, że osadzony ma niedrożną tętnicę. Przychylili się do wniosku o uchylenie aresztu z powodów zdrowotnych. Zboczeniec na operację miał oczekiwać na wolności.

Ale Andrzej K. ani myślał wracać za kratki. Sprzedał swoje mieszkanie w Warszawie, kupił portugalski paszport i wyjechał do Anglii. Polski wymiar sprawiedliwości wydał za „Doktorkiem” Europejski Nakaz Aresztowania. Na fałszywych dokumentach przestępca bez problemów opuścił jednak granice Polski i pojechał do Londynu. Tam, z czystym kontem, wrócił do swoich chorych praktyk.

12-letnią Katerinę upatrzył sobie już dużo wcześniej. Mieszkał zaledwie kilka kilometrów dalej. Tego dnia dziewczynka wyjątkowo wracała sama. Zaatakował ją tuż po tym, jak weszła do domu. Nie zdążył do końca zaspokoić swoich żądz, gdyż nieoczekiwanie do drzwi zapukał ojciec 12-latki.

Wpadka gwałciciela

Po ataku Andrzej K. wrócił do wynajmowanego mieszkania, spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechał na wieś. Ojciec dziewczynki widział jego twarz, więc Andrzej K. nie mógł ryzykować, pozostając w pobliżu miejsca zbrodni. W położonej kilkadziesiąt kilometrów dalej miejscowości znalazł dorywczą pracę i żył jak gdyby nigdy nic się nie stało. Jednak przestępcza natura znów zaprowadziła go za kratki. Polak został posądzony o kradzież.

Podczas przesłuchania przyznał, że ma fałszywe dokumenty i jest z Polski. Władze skupiły się więc na deportacji nielegalnego emigranta, on sam na złożeniu wniosku o pozwolenie na pobyt. Policjanci nie sprawdzili przy tym jego danych w bazach poszukiwanych osób. Nie pobrali również jego odcisków palców. Nieświadomi zagrożenia, wypuścili seryjnego gwałciciela na wolność. Nie trzeba było długo czekać na jego kolejną ofiarę…

Szokujące odkrycie

22 września 2002 roku Andrzej K. zaatakował po raz kolejny. Na stacji londyńskiego metra upatrzył sobie 21-letnią Koreankę. Podszedł do niej tak blisko, że zauważył, iż młoda kobieta wertuje ogłoszenia z pokojami do wynajęcia. Po chwili rozmowy, zaoferował jej swoją pomoc.

Pod pretekstem pokazania jej taniego pokoju w pobliskim pensjonacie, zaciągnął ją do swojego mieszkania. Tam przez trzy godziny znęcał się nad nią i gwałcił. Następnego dnia 21-latka zgłosiła się na policję, wskazując śledczym miejsce pobytu gwałciciela. Andrzej K. wpadł w ręce funkcjonariuszy.

Prokuratura postawiła mu zarzut napaści i gwałtu. Polak nie przyznał się winy. Twierdził, że Koreanka poszła z nim do łóżka, w zamian za nocleg, który jej zaoferował. Sędziowie nie dali wiary jego tłumaczeniom. W 2003 roku Andrzej K. został skazany na dziewięć lat więzienia. Nie wiadomo dlaczego dopiero rok później dane Polaka zostały porównane z tymi widniejącymi w bazie Interpolu. Okazało się, że Andrzej K. to poszukiwany przez polskie władze seryjny gwałciciel!

„Bestia z Polski” 

Gdy wieści te wyszły na jaw, w Anglii wybuchł ogromny skandal. Gazety rozpisywały się o „bestii z Polski” i wytykały rażące błędy angielskiej policji. Oburzenie wzbudziły również niedopełnienia polskiego wymiaru sprawiedliwości. Do Mławy zjeżdżali brytyjscy dziennikarze, którzy chcieli dowiedzieć się jak najwięcej o seryjnym gwałcicielu.

W tym czasie prokuratorzy przeanalizowali niewyjaśnione przestępstwa na tle seksualnym. Porównali próbki DNA z miejsc zbrodni z kodem genetycznym Andrzeja K. Wyniki badań potwierdziły przypuszczenia – to „bestia z Mławy” w maju 1997 roku włamała się do domu macedońskich emigrantów.

29 lipca 2003 roku Polak ponownie trafił przed oblicze angielskiego sądu. Znów szedł w zaparte. Nie przyznawał się do gwałtu i zabójstwa 12-letniej dziewczynki. Tłumaczył, że to fatalna zbieżność tożsamości. Badania DNA i odciski palców świadczyły o czym innym. Sędziowie zdecydowali o dożywotnim odseparowaniu seryjnego gwałciciela od społeczeństwa.

Umieszczono go w więzieniu Frankland w Durham. Sprawy Polaka nie zostały jednak zamknięte. Prokuratorzy badali kolejne niewyjaśnione przestępstwa seksualne i sprawdzali, czy stał za nimi Andrzej K. W końcu nabrali podejrzeń, że „bestia z Mławy” dopuściła się jeszcze kilku gwałtów po przybyciu na Wyspy. Nie zdążyli jednak przygotować aktów oskarżenia. W środę 23 września 2009 roku Andrzej K. zmarł z powodu niewydolności serca.

http://nasygnale.pl/kat,1025343,title,Bestia-z-Mlawy-Historia-ktora-mrozi-krew-w-zylach,wid,15548773,wiadomosc.html?ticaid=61095b

Źródło:nasygnale.pl

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

7 Komentarze

  • Odpowiedz
    Rysio
    9 maja 2013

    od razu kastrować nie leczyć!

  • Odpowiedz
    Ciechanowianka
    9 maja 2013

    jestem z Ciechanowa i nie jestem sobie w stanie wyobrazić co to za debil mieszkał nie tak daleko od nas

  • Odpowiedz
    niezależna
    9 maja 2013

    To już nie pierwszy raz ten „nadmuchany” portal zamieszcza informacje w ten właśnie sposób. No cóż, nadmuchany balonik bardzo łatwo przebić. A i huk z tego wielki:)

  • Odpowiedz
    Układ zakmnięty
    9 maja 2013

    Drażni mnie jeden z nadmuchanych portali nm z Mławy któremu wydaje się że jest najlepszy a przepisuje informacje z gazet i podpisuje się pod nimi nie podając źródła! Wstyd!

  • Odpowiedz
    Rywiński
    9 maja 2013

    8 maja opublikowaliście ten tekst a 9 maja od rana wszystkie media ponawiają ten tekst. Jak widać jesteście bardzo poczytni jak Was małpują. Podobał mi się też artykuł o Ojcu Honoriuszu polecam! http://mlawainfo.pl/16382/17-kwietnia-wracajac-od-rodzicow-z-mlawy-ulegl-wypadkowi-pod-wydartowem-i-w-wyniku-odniesionych-obrazen-zmarl-8-maja/

  • Odpowiedz
    qwerty
    8 maja 2013

    I ck uj mu w dupę obleśnemu zboczeńcowi,niech gnije w czeluściach piekielnych!

  • Odpowiedz
    x
    8 maja 2013

    warto wspomnieć o zaginięciu dziewczynki z przed kilku lat. Nie pamiętam,czy nie było to 8 marca w Dniu Kobiet. Zatrzymywała samochody przed Mławą,bo chciała dojechać do Działdowa. Słuch po niej zaginął i najprawdopodobniej stała się kolejną ofiarą bestii z Mławy,ale tego już nikt mu nie udowodni