Felieton - Z pamiętnika Matki Polki cz.II -

– Polityka (anty)rodzinna (Tydzień 7). Choć ostatnio w wiele kontrowersji wzbudza fakt, że coraz więcej rodziców nie szczepi dzieci, ja postanowiłam znaleźć się w tej drugiej grupie i pojechałam do przychodni. To, że kolejka na szczepienie była długa i wyczekiwanie z niemowlakiem męczyło niemiłosiernie, można przeboleć.

To, że dodatkowo przedłużało się, bo pani doktor wychodziła odebrać ważny telefon też. Horror rozpoczął się, kiedy za szczepionkę trzeba było płacić. Bo przecież w naszym kraju trzeba płacić nawet za refundowane szczepienia. To nie absurd. Jeśli rodzic nie chce bólu dla swojego dziecka, które dostaje zastrzyk trzykrotnie, płaci 95 złotych za szczepionkę skojarzoną i wówczas berbeć płacze mniej, bo dostaje raz. Polska jako jedna z niewielu krajów w całej UE nie refunduje także szczepionek przeciw groźnym pneumokokom i rotawirusom. A tu dopiero zaczyna się finansowy kosmos. W poszczególnych mławskich przychodniach ceny różnią się nieznacznie. I tak koszt rotawirusa to bagatela ponad 500 zł. Pneumokoki przebijają tę kwotę. Za całość „kuracji” trzeba zapłacić prawie 700 zł. Doliczamy do tego szczepienia skojarzone, bo przecież który rodzic świadomie wybierze płacz dziecka, i sumujemy. Zatem kalendarz szczepień na 1. rok życia dziecka to wydatek w granicach 1500 zł.

Ale to nie koniec. Po roku odwiedzamy przychodnię przy okazji tzw. szczepienia przypominającego przeciw pneumokokom, na którym dowiadujemy się o tak samo groźnych meningokokach oraz ospie wietrznej i wzw typu A. Wszystkie zalecane, czyli płatne. Rodzic zagubiony w wirze karuzeli finansowej, nie wie co wybrać. Z jednej strony zdrowie dziecka,   z drugiej profity firm farmaceutycznych i wreszcie antyrodzinna polityka rządu. Jak trzyosobowa średniozarabiająca rodzina może pozwolić sobie na wydatki związane  ze szczepieniami, skoro zasiłku rodzinnego przypada niecałe 70 złotych miesięcznie?

Cóż, skoro pomocy nie znajdziemy w zmniejszającym się becikowym i niskim rodzinnym, uderzmy może do kochanych dziadków. Nie zapominajmy jednak o tym, że im finansowo też się ostatnio oberwało. Co niektórzy zaczęli ze swej skromnej emerytury odkładać na ostatnią pośmiertną posługę, ze względu na zmniejszony zasiłek pogrzebowy. Serce boli, jak słyszy się o kobietach zza sąsiedniej zachodniej granicy, które przy dwójce dzieci, siedząc w domu, dorównują kwotą zasiłku rodzinnego pensji swojego męża! I tak państwo dba o wychowanie swoich obywateli przez matki, płacąc im konkretne pieniądze.    W Polsce bezrobotna matka, choć wykonuje pracę czasem ponad swoje siły, nie może liczyć na żadne świadczenia. Jak zatem świadomie decydować się na gromadkę dzieci, znając realia wysokich kosztów utrzymania, przy jednocześnie niskich płacach? Gdzie podziała się w tej kwestii polityka państwa? Jak narazie to jest ona w 100% antyrodzinna.

Tekst: eM

 

 

 

Wydawca oraz Redaktor portalu MlawaInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karna lub cywilna

Brak komentarzy